
Wreszcie mogę stwierdzić, iż mam o czym pisać. W tym tygodniu trochę rzeczy się wydarzyło, a wszystko to buduje mi plany na najbliższe 3 lata. Gdyż TAK, dostałam się na mój wymarzony kierunek (angielski stosowany, z hiszpańskim), o którym jeszcze rok temu stwierdziłam, że mogę tylko pomarzyć! Byłam pewna, że już na samą filologię angielską będzie mi się bardzo trudno dostać (w zeszłym roku musiałabym mieć 86% z rozszerzenia angielskiego, co nie trudno było wykalkulować i się załamać), a cóż dopiero tu, gdzie jestem (próg 90%). Tak więc gdy ktoś pytał gdzie idę nie wspominałam nawet o moim obecnym kierunku. Podjęłam decyzję, że idę na informatykę z ekonometrią i zaczęłam ostro przygotowywać się do matury z matmy.

Ilość zadań, które rozwiązałam była tak wielka, że aż byłam z siebie dumna iż potrafię się tak zmobilizować. Angielski kompletnie rzuciłam, bo chciałam mieć czas na matmę ("skoro i tak nie dostanę się na angielski"). I co okazało się po tych miesiącach przygotowań? Że na maturze z angola do której podeszłam na luzie poszło mi całkiem nieźle, a siedząc na egzaminie z matmy mało się nie poryczałam. I podczas gdy podstawa z matmy okazała się dla większości super łatwa, dla mnie była na poziomie 84% (i wiem, że to nie jest MAŁO, ale dla kogoś, kto przygotowywał się do tego konkretnego egzaminu miesiącami i był w klasie rozszerzonej matmy, to jest bardzo rozczarowujące). Natomiast sam angielski oczywiście bardzo mnie zaskoczył. Tak więc gdy zobaczyłam w internecie wynik, znów zaczęłam marzyć o kierunku z hiszpańskim. I właśnie w ten czwartek ostatecznie dowiedziałam się, że mogę wybrać spośród 3 kierunków, wśród których oczywiście nie patrzyłam na nic innego niż mój wymarzony. Z wynikiem 94% wylądowałam w samym środku przyjętych na kierunek, jestem więc szczęśliwą trzynastą studentką I roku na wydziale (neo)filologicznym Uniwersytetu w Białymstoku :D
Cały ten weekend udało mi się nawet spędzić zwiedzając miasto (bo choć jeżdżę tam dosyć często, to wciąż co innego być tam na własną rękę z samą tylko koleżanką, która wie nie więcej o mieście niż ja) i ucząc się korzystać z komunikacji miejskiej. To drugie nawet wychodziło nam całkiem nieźle. Do czasu. Gdy wsiadłyśmy co prawda do dobrego empeku, aczkolwiek nie zauważyłyśmy że zanim zawiezie nas do celu odwiedzi przy okazji drugi, kompletnie odległy koniec miasta. No cóż, raz na zawsze sobie to teraz zapamiętam! Poza tym zobaczyłam uroki i wady akademika mieszkając w nim przez 3 doby, gdzie spotkałam Nigeryjczyka i nawet udało mi się z nim pogadać po angielsku, a na korytarzach cały czas kręcili się Litwini i Białorusini. Ostatecznie zdecydowałam się jednak na ten rok wynająć coś innego, także teraz czekają mnie poszukiwania. A swoją drogą śmieszna historia z tym Nigeryjczykiem... potem się dowiedziałam, że zdecydowali się z kolegami na podróż do Poland, bo myśleli, że jadą do Portland. No cóż, taka niewielka różnica :P
Pozdrawiam ;*
◄| Kinga |►
© ikonki: coneq.blogspot.com
